Ostatnio spotkałem się z pewną uwagą, że produkty zagranicznych firm network-marketingowych, w szczególności tych zza oceanu, jest ich w końcu najwięcej, powinny być sprzedawane na polskim rynku po znacznie niższej cenie, gdyż Polacy są biedni. Niektórzy twierdzą, że ze względu na mniejszą chłonność naszego rynku, powodowaną kilkakrotnie mniejszymi dochodami, produkty powinny być sprzedawane za połowę albo nawet jedną trzecią ceny, po jakiej są oferowane np. w Niemczech, Kanadzie czy w Stanach Zjednoczonych. Ktoś nawet oskarżył firmy działające w systemie marketingu wielopoziomowego o pazerność, ale czy to nie zbyt pochopny wniosek?
Słucham tych opinii i zastanawiam się, skąd ludziom przychodzą do głowy takie pomysły. Nie żebym chciał kogoś obrażać czy ośmieszać, chcę tylko zrozumieć tok myślenia, no chyba że są to tylko pobożne życzenia. Ale, że jestem człowiekiem otwartym na różne sugestie, postanowiłem to sprawdzić. Poszperałem trochę w Internecie, poszedłem do jednego i drugiego sklepu detalicznego, sięgnąłem do pamięci, kiedy jeszcze byłem za Oceanem i zaobserwowałem kilka ciekawych rzeczy. Spostrzegłem, że butelka Coca-Coli sprzedawana jest w Polsce za cenę prawie dwukrotnie większą niż w Stanach Zjednoczonych. To samo dotyczy markowych ubrań takich jak Levis, Lee, Adidas, Nike, urządzeń elektronicznych, specjalistycznych narzędzi budowlanych, paliw i chociażby samochodów. Skoro produkty firm działających w tradycyjnym systemie sprzedaży są droższe w Polsce niż zagranicą, dlaczego miałoby być inaczej z firmami działającymi w systemie marketingu sieciowego? Może stoi za tym coś więcej niż metoda dystrybucji?